Enolog z Winnicy Jania w Krzyżowicach stypendystą Slow Food International. Mateusz Jania będzie reprezentował Polskę w Sacramento

W miejscowości Krzyżowice narodziła się wyjątkowa historia związana z winem, pasją i determinacją. Winnica Jania, rodzinna inicjatywa Alicji i Mateusza, zaczęła się skromnie, od kilku krzewów winorośli posadzonych przy domu w 2013 roku. Dziś ich wina trafiają do rąk koneserów, a Mateusz będzie reprezentował Polskę na prestiżowym wydarzeniu Terra Madre Americas w Sacramento (USA).

To nie tylko sukces osobisty, ale i symboliczna chwila dla całego polskiego winiarstwa. Dzięki rekomendacji organizacji Slow Food Dolny Śląsk i wsparciu międzynarodowej sieci Slow Food International Mateusz znalazł się w elitarnym gronie 30 profesjonalistów z całego świata, którzy otrzymali stypendium edukacyjne.

Jako jedyny enolog i winemaker w tym gronie, będzie uczestniczyć w takich wydarzeniach jak:
• Tales of the Cocktail,
• Terra Madre Americas,
• Slow Wine Fair.

To platforma wymiany wiedzy, doświadczeń i inspiracji dla ludzi, którzy – tak jak Mateusz – wierzą w świadome, rzemieślnicze podejście do jedzenia i wina.

Winnica z duszą i sercem

Winnica Jania nie opiera się na komercyjnej produkcji. To żywy organizm budowany przez rodzinę, z troską o każdy szczegół. Właściciele – Alicja i Mateusz – osobiście sadzą krzewy winorośli, dbają o nie przez cały sezon, ręcznie zbierają grona, a każdy etap produkcji kontrolują z najwyższą starannością. Dzięki temu każda butelka ich wina opowiada historię miejsca, ludzi i ziemi, z której pochodzi.

Uprawy korzystają z unikalnego mikroklimatu i gleb gliniasto-piaszczystych, wspieranych przez naturalne warunki hydrologiczne rzek Odry i Nysy Kłodzkiej. To idealne warunki dla takich odmian jak Solaris, Johanniter, Pinot Noir czy Cabernet Cortis – szczepów, które świetnie adaptują się do lokalnych warunków i dają wyjątkowe efekty smakowe.

W ofercie winnicy znajdują się między innymi:
• Johalit – białe wino z Johannitera, pełne cytrusów, kwiatów i zbilansowanej kwasowości,
• Solaris – owocowe, świeże i aromatyczne,
• Pinot – rześkie czerwone wino z nutą wiśni i malin, powstałe z klasycznej fermentacji.

Obszar upraw aktualnie obejmuje niespełna 4 hektary, ale właściciele nieustannie rozwijają swoją działalność, zachowując rzemieślniczy charakter i wysoką jakość. W tym roku doszło zmiany profilu gospodarstwa. Do Winnicy Jania ze swoim areałem dołączyli również rodzice Mateusza.

Pasja, która inspiruje

Dziś Winnica Jania to nie tylko producent win, ale także inicjator odrodzenia wielkoobszarowego winiarstwa na Ziemi Brzeskiej. W pracę zaangażowana jest obecnie cała najbliższa rodzina, Alicja z Mateuszem, ich rodzice oraz dzieci.

W Winnicy organizowane są wydarzenia plenerowe. Dzieci mogą w ramach zielonej szkoły poznać aspekty chemii i biologii na żywo, natomiast całe grona znajomych mają szanse w niezwykłym klimacie spędzić miło i przyjemnie czas podczas rozmaitych wydarzeń, imprez, czy festiwali.

Reprezentowanie Europy na globalnym wydarzeniu w USA to dowód, że ciężka praca, autentyczność i pasja mają siłę przebicia. To również sygnał, że polskie winiarstwo dojrzewa – dosłownie i w przenośni – do międzynarodowego uznania.

Rozmowa z Mateuszem z Winnicy Jania

Jak dowiedziałeś się o możliwości udziału w Terra Madre Americas? Czy spodziewałeś się, że zostaniesz wybrany do tak elitarnego grona?

Od kilku lat jesteśmy związani z ideą Slow Food i pracujemy nad regeneracją oraz ochroną gleby w naszej winnicy. Jest to temat innowacyjny i wciąż mało popularny w uprawach, gdzie prym wiodą hektolitry środków ochrony roślin, czy herbicydów. To dzięki kooperatywie Slow Food Dolny Śląsk dowiedziałem się o wydarzeniach, do których można aplikować. Cały proces nie należał do najprostszych. Wymagane było złożenie opisu – na wzór CV składanego do firm w procesie rekrutacyjnym, gdzie należało opisać czym i w jaki sposób się zajmujemy, jakie mamy plany na przyszłość oraz jakie działania propagujemy w naszym obszarze. Przyznam szczerze, że po paśmie odbijania się od drzwi jednostek przyznających dofinansowania z innowacji, nie liczyłem na zbyt wiele. Ważnym już było samo zgłoszenie i chociaż cień szansy na dostanie się na wyjazd do Kalifornii.

Jak zareagowałeś, gdy dowiedziałeś się, że będziesz reprezentować Europę i polskie winiarstwo w USA?

Na początku był duży szok i ogromna radość – czułem się, jakbym wygrał na loterii. Następnie musiałem upewnić się, czy nie trafił do mnie jakiś fałszywy mail i ktoś mnie zwyczajnie nie wkręca. Natomiast już po rozmowie online z organizatorami z Włoch i USA dotarło do mnie, że to się dzieje naprawdę. Podczas tego wydarzenia odbywa się wiele innych pakietów szkoleniowych i dyskusyjnych, co prawda skupiających się na działaniach w obu Amerykach, ale wciąż dominujący temat to uczciwe winiarstwo, tzw. Slow Wine Fair. Do końca nie wiedziałem, że będę jedynym winiarzem w gronie stypendystów.

Co dla Ciebie osobiście oznacza to stypendium i udział w tak prestiżowych wydarzeniach, jak Terra Madre Americas czy Slow Wine Fair?

Jest to dla mnie przede wszystkim ogromne wyzwanie. Doświadczenie, którego nie sposób nabyć w inny sposób, niż poprzez wymianę poglądów, działań, czy informacji o procesach stosowanych w swoich gospodarstwach. Będą również spotkania z aktywistami i politykami, więc liczę, że nasz głos będzie zauważony. Szczególnie budujący jest fakt, iż chłopak bez ogromnego zaplecza finansowego, z małej miejscowości, w małym województwie, zostaje aż tak wyróżniony – to naprawdę buduje pewność siebie i pokazuje, że można, że da się. Obrazuje to tylko, jak w ujęciu globalnym nasze działania są naprawdę ważne, widziane i że ktoś, kto się na tym zna, to docenia. To bardzo miłe, budujące i napędzające do jeszcze większego wkładu w to, co robimy.

Czy mógłbyś opowiedzieć, co dokładnie będziesz robić podczas tych wydarzeń – na czym polega Twoja rola, jako stypendysty Slow Food International?

Cały wyjazd opiera się na spotkaniach. Będą szefowie kuchni, barmani, palacze i plantatorzy kawy oraz winiarze. Jako reprezentant tej ostatniej grupy będę miał możliwość spotkań z osobami, które już prowadzą innowacyjne systemy ochrony gleb. Nie mogę się również doczekać paneli dyskusyjnych z profesorami i aktywistami z całego świata. Poza tym mamy zaplanowany cały weekend przez organizatorów, więc będą również doświadczenia z kuchnią winiarską, łączeniem win z potrawami i ciągłym rozwojem w idei Slow – czyli mniej komercjalizacji, więcej lokalności. Chcę dowiedzieć się, jak w innych częściach świata to działa, a co nie wyszło i jakich błędów unikać. Lecę w takim okresie, że da mi to możliwość odwiedzenia kilku inspirujących miejsc – Dolin Napa i Sonoma w Kalifornii, które są bardzo interesujące, szczególnie w okresie winobrań.

Jakie wartości i idee Winnicy Jania chcesz pokazać światu podczas tego wydarzenia?

Skupiamy się na uczciwości. Autentyczność i niska interwencyjność to czynniki wyróżniające nas na arenie krajowej – a po otrzymaniu stypendium widać, że i na międzynarodowej. Nasze wina nie są korygowane chemicznie, każdy rocznik jest inny. Zawsze staramy się oddać maksimum z gleby i regionu, naszego mikroklimatu Ziemi Brzeskiej, tego ujścia nysy Kłodzkiej do Odry. Chodzi o filozofię i coś, co w świecie winiarskim określa się terminem „terroir” Z pewnością kunszt uprawy, absolutne minimum interwencji w rośliny i procesy produkcji to jest coś, czym możemy się pochwalić na arenie międzynarodowej.

Jakie tematy czy zagadnienia chcesz poruszyć podczas wymiany międzynarodowej – co uważasz za najcenniejsze, co możesz wnieść jako reprezentant Polski?

Ważnym jest aspekt przepisów i regulacji prawnych. To one kształtują rynek i do czasu, kiedy ramy prawne będą pisane pod ogromne koncerny i grupy kapitałowe, nic się z naszą żywnością nie zmieni. Promowane są coraz to wydajniejsze rasy bydła, środki konserwujące, wzmacniacze smaków i chemia do korekt żywności. Coraz mniej już jest kontynuacji lokalnych tradycji. Z kolei Slow Foodowa idea właśnie to pielęgnuje i na tym się opiera: na tradycji, lokalności i autentyczności. Chciałbym w Kalifornii opowiedzieć o naszych tradycjach i ograniczeniach – być może uda się w ramach dyskusji opracować pewien plan, na którym skorzysta większość konsumentów?

Czego sam oczekujesz od tego wyjazdu? Jakich doświadczeń, inspiracji czy kontaktów?

Chciałbym zebrać jak najwięcej kontaktów do innych winiarzy z Slow Wine, ponieważ to one pomagają rozwijać się dalej. Nigdy nie możemy zamykać się we własnym podwórku i liczyć, że zostaniemy zauważeni. Liczę na inspirację z lokalnych źródeł. Nie będę ukrywał, że zakładając winnicę, wzorowałem się na Kalifornii oraz Nowej Zelandii – to będzie cudowne przeżycie być w miejscu inspiracji i dowiedzieć się rzeczy, których nie znajdziemy w sieci.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie reprezentowanie nie tylko Winnicy Jania, ale całego regionu i polskiego winiarstwa na arenie międzynarodowej?

Rety, ogromne! Rzadko jest taka okazja. Mam na szczęście grono wspaniałych osób, które od samego początku mi kibicują, od 2012 roku, kiedy zaczynałem snuć plany o winnicach. Inni często pukali się w głowę, mówiąc nawet, że tak się nie robi i źle robię nasadzenia, źle tworzę wino. Były jednak osoby, które rozumiały tę ideę. Znaczenie ma przede wszystkim zrozumienie, że w środkowej Europie również można produkować wina i to w mocno rygorystyczny sposób, bez drogi na skróty. Dumnie jest reprezentować nasz kraj, to niesamowite uczucie – życzę każdemu, aby kiedykolwiek mógł go doświadczyć.

Twoja ścieżka zawodowa pokazuje, że można iść „pod prąd” i odnieść sukces. Jakie masz rady dla młodych pasjonatów wina czy rolnictwa, którzy chcieliby działać autentycznie i lokalnie, ale myśleć globalnie?

Ważne jest to, aby z dystansem podchodzić do kierowanych w naszą stronę uwag. Musimy być gotowi i otwarci na krytykę, a z czasem zrozumiemy różnicę pomiędzy konstruktywną krytyką a zazdrością. Niestety spotkałem się z tym, że kibicowano mi do czasu, aż nie osiągnąłem jakiegoś sukcesu – później była tylko zazdrość i rzucanie kłód pod nogi. Na przykład zarzucano nam, że uprawianie winogron i tworzenie wina to bezpośrednie promowanie nieodpowiedzialnych postaw, takich jak nadmierne spożywanie alkoholu.

Ważne również jest to, aby nie kopiować nikogo – inspirujmy się, ale nie naśladujmy. Musimy mieć własną ścieżkę, ponieważ tylko w ten sposób będziemy mogli w pełni realizować swoje pasje. Pamiętajmy też, że ekologicznie, nie musi wcale oznaczać drogo – powinno to raczej znaczyć: mądrzej, trudniej, bez skrótów.

Jakie wino zabierzesz w walizce do Kalifornii?

Zdecydowanie nie jest to jedno wino, ale z pewnością powinno być to coś lokalnego. Pierwszy wybór musi paść na tradycyjnego Pinot Noira (odmiany czerwonego, bardzo wymagającego szczepu, który występował na terenach powiatu brzeskiego już w XIV wieku). To czerwone wino w naszej winnicy jest wytwarzane w tradycyjny sposób, taki folwarczny, poprzez zbiór tego samego dnia różnych odmian z jednej parceli tj. jednego pola, i na raz fermentowanych. Tak dawniej tworzono wina i to jest piękne. My mieszamy grona z Cabernetem Cortis – tu już odmiana nowszej generacji, bardziej odporna na choroby i dopasowana do naszego klimatu. Nie można pomijać również wina z najpopularniejszej w naszym kraju białej odmiany Solaris.

Co jeszcze znajdzie się w twojej walizce, którą zabierzesz do Kalifornii?

Pierwsze co spakuję to telefon do kontaktów oraz aparat. Reszta pozostaje standardowa, jak na każdą inną podróż. Planuję zabrać tylko mały bagaż podręczny. Zamierzam skupiać się na relacjach i doznaniach. Z pewnością będę Was informował na bieżąco w naszych social mediach, jak to wygląda to wszystko na miejscu! Do zobaczenia, ciao!

Tekst: Piotr Mazurek
Zdjęcia: archiwum Winnicy Jania

Przeczytaj też: POSCO buduje nowoczesny zakład w Brzegu. Zakończenie inwestycji już jesienią 2025 roku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *