Rozwój Brzegu to sztafeta – biegnę dalej dla mieszkańców, a nie dla nagłówków

Od pewnego czasu w przestrzeni publicznej i w mediach społecznościowych pojawiają się komentarze, że przejmuję sukcesy mojego poprzednika i realizuję projekty, które nie są moje. Na tego typu zarzuty muszę odpowiedzieć wprost – tak, realizuję projekty rozpoczęte wcześniej, bo taka jest moja rola. Po objęciu funkcji Burmistrzyni Brzegu nie zaczęłam prowadzić miasta od zera. Urząd to nie prywatna firma, którą można zamknąć i otworzyć na nowo z innym logo. To instytucja, która działa w sposób ciągły, niezależnie od nazwiska na drzwiach gabinetu.

To, co aktualnie jest realizowane nie spadło z nieba, nie jest też niczyją własnością. Projekty, które zostały przygotowane, zaprojektowane i sfinansowane z pieniędzy podatników należą do brzeżan, a nie do konkretnego nazwiska. Są efektem pracy wielu osób – urzędników, projektantów, radnych. Nie zamierzam wyrzucać do kosza gotowych inwestycji tylko dlatego, że zostały opracowane w poprzedniej kadencji. Byłoby to jawne marnotrawstwo publicznych pieniędzy oraz pracy wszystkich osób, które włożyły w te projekty czas oraz wysiłek. Szacunek do środków publicznych i ciągłość pracy samorządu to fundament odpowiedzialnego zarządzania.

Przypomnę, bo niektórzy niestety wyparli to z pamięci, że mój poprzednik, Jerzy Wrębiak również realizował inwestycje po swoim poprzedniku – Wojciechu Huczyńskim. To normalna, standardowa praktyka, będąca gwarancją rozwoju miasta. Wtedy jednak nikt nie próbował wmówić mieszkańcom, że to coś złego. Dlaczego więc teraz miałabym wstrzymywać inwestycje? Czy dlatego, że ktoś liczy, że łatwiej będzie mi przypiąć łatkę „nie zrobiła nic swojego”? Kończę zadania przygotowane wcześniej prowadząc je tak, by służyły ludziom, a nie tylko politycznym nagłówkom. Mam w swoim otoczeniu specjalistów, rzetelnych fachowców, którzy pomagają mi budować bezpieczny, nowoczesny i przyjazny Brzeg, a nie swoje nazwisko na politycznej arenie. Nie da się rozwijać miasta, gdy ktoś próbuje wyczyścić dorobek swoich poprzedników, żeby udowodnić swoją wyższość. Ja nie zamierzam tego robić i podchodzę z szacunkiem do pracy Jerzego Wrębiaka, dlatego też realizuję rozpoczęte przez niego projekty.  

Przykładem inwestycji kontynuowanej przez kolejne kadencje samorządów jest budowa osiedla Tivoli. Projekt urbanistyczny powstał za kadencji Wojciecha Huczyńskiego. Budowę pierwszych ulic, w tym ul. Wiśniowej wraz z rondem, również rozpoczął Wojciech Huczyński, a Jerzy Wrębiak je kontynuował. Dziś to ja kontynuuję tę inwestycję, budując kolejne drogi i infrastrukturę w tej części miasta. Nie sposób również nie wspomnieć o dwóch sztandarowych budynkach w mieście – Urzędzie Miasta oraz Ratuszu Miejskim. Dokumentacja na ich rewitalizację powstała jeszcze za kadencji Wojciecha Huczyńskiego. To wtedy przygotowano projekty remontu ratusza oraz dachu i elewacji urzędu w ramach zadania pn. „Rewitalizacja zabytkowych obiektów użyteczności publicznej”. Co więcej, warto podkreślić, że remont dachu w budynku „A” urzędu zakończono jeszcze za kadencji burmistrza Huczyńskiego. Również wtedy została przeprowadzona procedura na wyłonienie wykonawcy robót związanych z częściowym remontem dachu ratusza, opracowanie dokumentacji technicznych na przebudowę Amfiteatru Miejskiego oraz przebudowę ulicy Wolności.

Czy w tej sytuacji także powinnam zarzucić Jerzemu Wrębiakowi przypisywanie sobie zasług swojego poprzednika? Nie, ponieważ tak działa ciągłość pracy w samorządzie. Liczą się fakty, a nie propaganda. To nie jest przejmowanie czy zawłaszczanie, a kończenie tego, co wspólnie dla mieszkańców zostało zaplanowane i rozpoczęte. Taka jest moja rola – doprowadzić dobre projekty do końca, a nie bawić się w polityczne przepychanki. Nie robię tego dla tabliczek pamiątkowych, ceremonii i przecinania wstęg. Robię to po to, by brzeżanie mogli wygodniej żyć, bezpieczniej poruszać się po swoim mieście oraz być dumni ze swojego otoczenia.

Nie chodzi o to, kto zrobił pierwszy szkic na papierze, ale o to, by zamienić go w realną drogę, nową przestrzeń dla mieszkańców. Jeżeli zaplanowane inwestycje są potrzebne i mają zapewnione finansowanie, moim obowiązkiem jest je dokończyć. Będę nadal realizować dobre projekty, niezależnie od tego, kto je rozpoczął, bo tego oczekują ode mnie mieszkańcy, którzy powierzyli mi mandat. Nie jestem tu po to, żeby kolekcjonować zasługi, tylko zmieniać nasze miasto na lepsze. Dopóki jestem Burmistrzynią Brzegu, właśnie tak będzie wyglądała praca w mieście – z myślą o ludziach, a nie o własnych sukcesach, rozsądnie, konsekwentnie i bez marnowania tego, co zostało już wypracowane. Jeśli komuś przeszkadza to, że kończę dobre projekty niezależnie od ich autorstwa, odpowiedź jest jedna – wolę, żeby przeszkadzało to politykom niż mieszkańcom. Wolę być Burmistrzynią, która buduje i kończy, niż samorządowcem, który kasuje i niszczy, by wbić szpilę poprzednikowi.

Mogę być kolejnym biegaczem w tej sztafecie, ale nie biegam dla siebie – biegnę dla miasta. Rozwój Brzegu nie ma nazwiska.

Violetta Jaskólska-Palus, Burmistrzyni Brzegu

Przeczytaj też: Eko-akcja z sercem dla zwierzaków zakończona sukcesem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *