1 listopada minie 141 lat od urodzin wybitnego mieszkańca Jędrzejowa – hrabiego Johannesa von Francken-Sierstorpffa, wnuka hrabiny Joanny Schaffgotsch z Kopic, aresztowanego za sprzeciw wobec reżimu narodowych socjalistów.
Warto, by pamięć o tym niezwykłym Ślązaku na trwałe wpisała się w lokalną historię – jako o człowieku, który miał odwagę stanąć po stronie prawdy i sprawiedliwości w czasach pogardy.
„Celem naszego życia jest chrześcijańska śmierć” – te słowa, zapisane przez ojca Henry’ego Sierstorpffa w skarbczyku komunijnym młodego hrabiego, nabrały w jego życiu proroczego znaczenia. Historia Johannesa von Francken-Sierstorpffa mogłaby dziś stać się inspiracją dla filmowego scenariusza – opowieścią o wierze, odwadze i wierności własnym wartościom aż do końca.
Francken-Sierstorpff jest bohaterem uratowanym od zapomnienia. Takie osoby i ich historie należy pielęgnować oraz przypominać co jakiś czas.
Johann hrabia von Francken-Sierstorpff z Jędrzejowa (niem. Endersdorf) koło Grodkowa urodził się 1 listopada 1884 roku. Był oficerem kirasjerów podczas Wielkiej Wojny. Jego postawa była zawsze honorowa – podobnie jak jego wielkich przodków.
Żył w czasach, gdy na Śląsku panowało państwo pruskie, a później niemieckie. Wszyscy mieszkańcy tej ziemi żyli wówczas w pełnej symbiozie… aż do pewnego momentu. Historia hrabiego została brutalnie wymazana przez komunistyczne władze, które uznawały, że każdy niemieckojęzyczny Ślązak, a tym bardziej Niemiec, to hitlerowiec czy faszysta, a w przypadku arystokraty – „kułak”.
Hrabia von Francken-Sierstorpff był wnukiem dobrze nam znanej Joanny Schaffgotsch z Kopic. Jego rodzicami byli Kaspar Heinrich (zwany Harrym) von Francken-Sierstorpff i Eleonora z domu Schaffgotsch. Przez całe swoje życie odznaczał się poczuciem sprawiedliwości i wielką uczciwością.
Przekleństwo wychowania
Wychowanie, jakie wyniósł z domu, sprawiło, że jego uczciwość i głęboko zakorzenione poglądy chrześcijańskie stały się przyczyną poważnych problemów z reżimem narodowych socjalistów. Wrażliwość na krzywdę ludzką ujawniła się szczególnie w czasie, gdy brunatny reżim hitlerowski doszedł do władzy, a obywatele Niemiec pochodzenia żydowskiego zostali napiętnowani i prześladowani.
W Grodkowie ofiarą tej nienawiści stał się długoletni starosta grodkowski Franz Thilo – człowiek, który rozbudował miasto przy współpracy i finansowym wsparciu rodziny Schaffgotschów. Za obronę i próbę ratowania dobrego imienia burmistrza hrabia Sierstorpff zapłacił więzieniem. To wydarzenie zwróciło na niego uwagę lokalnych służb.
Podczas jednej z podróży do Lwowa hrabia stał się naocznym świadkiem bestialskich działań SS wobec ludności cywilnej. Uważał, że jego katolickim obowiązkiem jest poinformowanie właściwego ministerstwa o tych zbrodniach, co też uczynił w 1941 roku. Kierował się wiarą i poczuciem obywatelskiego obowiązku – chciał chronić niewinną ludność przed terrorem. Ta honorowa postawa nie spodobała się władzom, co skutkowało wzmożoną obserwacją jego osoby przez służby bezpieczeństwa.
Hrabia Sierstorpff był także właścicielem pałacu w Sulisławiu. Pełnił funkcję patrona kościoła parafialnego w Gałązczycach, a wcześniej również w Jędrzejowie. Swoje obowiązki wobec wspólnoty traktował z najwyższą powagą, angażując się w sprawy parafii i wspierając finansowo jej działalność – znacznie ponad to, czego wymagała od niego tradycja i prawo patronatu.

Walkiria
Nadeszła również chwila, gdy Johannesa aresztowano – w nocy z 20 na 21 lipca 1944 roku, tuż po nieudanym zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu. Niedaleko stąd, około 66 kilometrów dalej, w majątku Krzyżowa koło Świdnicy, działał słynny „Krąg z Krzyżowej” – ośrodek oporu przeciwko reżimowi narodowych socjalistów. Podejrzewano, że hrabia von Francken-Sierstorpff utrzymywał z nim kontakty i brał udział w spisku.
W tamtych dniach aresztowano wielu przedstawicieli śląskiej arystokracji, w tym Johannesa i jego brata Josepha. Obaj znali czołowych członków Kręgu z Krzyżowej, choć nie byli wtajemniczeni w przygotowania do zamachu stanu. Po krótkim czasie Josepha zwolniono, natomiast Johannes pozostał w areszcie i przez kolejne dni był brutalnie przesłuchiwany.
Brak dowodów winy sprawił, że oprawcy desperacko szukali pretekstu, by go zatrzymać. Pamiętali jego wcześniejszą postawę – niezgodną z duchem narodowego socjalizmu i nacechowaną chrześcijańską uczciwością. Idealnym powodem do oskarżenia stała się sprawa sprzed lat – obrona dobrego imienia burmistrza Grodkowa, Franza Thilo. Wykorzystano ją jako pretekst do dalszego aresztu.
Śledczy postanowili za wszelką cenę znaleźć cokolwiek, co mogłoby obciążyć hrabiego. Ostatecznie „odkryto” dowody rzekomego przestępstwa – słuchania zagranicznych audycji radiowych, tzw. Feindsender. Warto dodać, że zgodnie z ówczesnym prawem, słuchanie wrogiej stacji w pojedynkę karane było więzieniem, natomiast nasłuchiwanie w towarzystwie – zesłaniem do obozu koncentracyjnego.
Wyrok zapadł już 27 sierpnia 1944 roku. Hrabia von Francken-Sierstorpff został skazany na trzy lata więzienia. Prawnik dr Schubert, obecny przy ogłoszeniu wyroku, powiedział po procesie:
„Każdy, kto nigdy nie uczestniczył w godzinnym przesłuchaniu przez Gestapo, nie może sobie wyobrazić, co to naprawdę znaczy”.
To właśnie po takim przesłuchaniu Johannes przyznał się do winy.
Jego żona, hrabina Maria-Anna, została aresztowana dopiero po wydaniu wyroku na męża. Otrzymała karę dwóch lat więzienia. Oboje zostali skazani za to samo „przestępstwo” – słuchanie wrogich stacji radiowych. Hrabina trafiła do więzienia dla kobiet we Wrocławiu, gdzie przez długie miesiące znosiła trudne warunki odosobnienia.
Hrabia został natychmiast osadzony w izolatce. Ze względu na przepełnienie więzienia w Brzegu początkowo przebywał w areszcie w Opolu, jednak na początku grudnia został przeniesiony do więzienia w Brzegu.
11 grudnia 1944 roku napisał list do swojej żony, hrabiny Marii-Anny, która w tym czasie przebywała w więzieniu dla kobiet we Wrocławiu:
„Życzę dużo miłości na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Niech Cię Bóg błogosławi, głowa do góry, walcz codziennie. Wtedy to działa. Mnóstwo całusów i codziennie rób krzyż na czole”.
Więzienna wigilia
Przed śmiercią napisał z więzienia w starym klasztorze w Brzegu:
Boże Narodzenie 1944 (kilka tygodni przed śmiercią) Gdzie niegdyś biły dzwony klasztoru, dziś są tam przetrzymywani ludzie. Tysiąc mężczyzn, młodych i starych, z bladymi twarzami i wychudzonymi postaciami. Ogolona głowa, podarte ubranie, podarta koszula, zniszczone buty. Wszystkie narody Europy reprezentowały te same troski i te same potrzeby. Rozpoczyna się smutne Boże Narodzenie: w więzieniu nie ma po nim śladu. Zamiast choinki pachnący smród – smród przepełnionego wiadra. Zamiast kolęd i pobożnych śpiewów rozlegało się jedynie donośne wołanie strażnika. Żadnej pary bystrych dziecięcych oczu, tylko skulony, milczący tłum. Nie ma oznak pokoju ani miłości do ludzkości, wieczorami w akademiku dochodzi do uderzeń. Cudowne dźwięki „Transeamusa” (kolędy) w niesamowity sposób zastępuje syrena przeciwlotnicza, ile introwertycznych twarzy, z myślami o domu i lampkach choinkowych, przyćmiewających wszystko, co jest naszą własną nędzą, strachem przed bólem, chorobą i śmiercią. Tutaj, jak nigdzie indziej na ziemi potrzebujemy pocieszenia w Pragnieniu Zbawiciela Świata. Ale nasza rasa go nie rozpoznała i całkowicie wyrzuciła go z naszej społeczności. Dopiero gdy idziemy nocą do pracy i migoczą nad nami gwiazdy, widzimy wznoszące się wysoko gotyckie wieże to słowa o Bożej miłości i człowieczeństwie. Żona także schwytana, nasz syn na wojnie. Takie były moje Święta Bożego Narodzenia w więzieniu u hrabiego Johannesa w Brzegu
Niesprawiedliwy finał
W styczniu 1945 roku nadciągająca od wschodu nawałnica Armii Czerwonej zmusiła władze więzienne do ewakuacji osadzonych z Brzegu w głąb Rzeszy Niemieckiej. Skazanych transportowano w bydlęcych wagonach, w pośpiechu podstawianych na bocznice kolejowe rejencji śląskiej.
W jednym z tych tragicznych transportów, w nieludzkich warunkach zimna i głodu, zmarł niezłomny hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff – człowiek, który do końca pozostał wierny swoim zasadom i chrześcijańskiej godności.
W styczniu 1945 roku, gdy Armia Czerwona wkroczyła na Śląsk, rozpoczęto natychmiastową ewakuację wszystkich więzień. Od tego momentu urwały się wszelkie wiadomości o hrabim Johannesie von Francken-Sierstorpffie.
O losie męża hrabina Maria-Anna dowiedziała się dopiero w sierpniu 1945 roku – z relacji znajomej, która zdołała uciec ze Śląska. Opowiedziała ona, że transport więźniów przebiegał przez Hof an der Saale w północnej Bawarii, w lutym 1945 roku. Tam właśnie hrabia zmarł. Został wyładowany na stacji kolejowej wraz z czterema innymi ciałami i pochowany w zbiorowej mogile obok cmentarza. Za datę jego śmierci przyjmuje się 24 lutego 1945 roku. Zmarł jako ofiara epidemii czerwonki, która szerzyła się wśród więźniów wskutek nieludzkich warunków transportu – głodu, zimna i cierpienia w bydlęcych wagonach.
Hrabia von Francken-Sierstorpff przez całe życie wykazywał negatywny stosunek do narodowego socjalizmu, choć z oddaniem starał się służyć swojemu państwu. Uczciwość, wiara i szczerość stanowiły dla niego fundament życia. To właśnie one doprowadziły go do konfliktu z systemem kłamstwa i nienawiści. W ten sposób stał się ofiarą własnej miłości do prawdy.
W 1951 roku dokonano ekshumacji jego ciała, które zidentyfikowano dzięki relacji jednego ze współwięźniów. Dziś grób hrabiego Johannesa von Francken-Sierstorpffa można odwiedzić na cmentarzu w Bad Hönningen, gdzie spoczywa obok swojej żony Marii-Anny.
W Jędrzejowie ani w Sulisławiu nie zachowała się pamięć o tym szlachetnym Ślązaku. Może więc nadszedł już czas, by odkryć na nowo prawdziwą, zapomnianą historię tej ziemi – i przywrócić imię hrabiego von Francken-Sierstorpffa należnemu mu miejscu w dziejach Śląska?
W zeszłym roku, w kościele św. Szymona i Judy Tadeusza w Jędrzejowie, odprawiono mszę świętą w intencji tragicznie zmarłego śląskiego bohatera. Była to pierwsza od osiemdziesięciu lat msza w intencji dawnych kolatorów tego kościoła, w tym niezłomnego hrabiego Johannesa von Francken-Sierstorpffa.
Maciej Mischok
Przeczytaj też: Elsner – czekając na nowego Chopina oraz Stary Wódz – Kościuszko w oczach Karla von Holteia
