Detektoryści II Wojny Światowej – por. Józef Kosacki

Zachęcamy do przeczytania kolejnego artykułu przygotowanego przez Brzeski Klub Łączności SP6PCB.

Mówi się, że to dzięki niemu alianci wygrali II wojnę światową. Józef Kosacki, na przełomie 1941 i 1942 roku, skonstruował wykrywacz min, który nie tylko uratował dziesiątki tysięcy żołnierzy, ale pomógł także pokonać agresorów. Niestety, po wojnie szybko został zapomniany. Kim był i jak udało mu się stworzyć tak niezwykłe narzędzie?

Józef Kosacki urodził się 21 kwietnia 1909 roku w Łapach. Był inżynierem elektrykiem, absolwentem wydziału elektrycznego Politechniki Warszawskiej. Ukończył również Szkołę Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie.

Pracę zawodową podjął w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym w Warszawie na stanowisku kierownika w dziale wzmacniaków telefonicznych. Pracował tam do wybuchu wojny. 4 września 1939 roku zgłosił się jako ochotnik do wojska.

W kampanii wrześniowej brał udział, pełniąc służbę w Grupie Technicznej w Oddziale Specjalnym Łączności. Grupa ta podczas obrony Warszawy uruchomiła radiostację Warszawa II, przez którą do ostatka przemawiał prezydent Starzyński.

Po kapitulacji Warszawy, jak tysiące Polaków – przez Francję, a po jej kapitulacji, okrężną drogą, także przez Węgry, przedostał się do Wielkiej Brytanii. Ta nie zamierzała kapitulować, więc Józef Kosacki, jako żołnierz Polskich Sił Zbrojnych, w 1940 roku rozpoczął służbę w Centrum Wyszkolenia Łączności w Dundee, a potem Saint Andrews.

Jak doszło do tego, że Kosacki skonstruował wykrywacz min?

Decyzję podjął po strasznym wypadku żołnierzy z 10. Brygady Kawalerii Pancernej, którzy podczas rutynowego patrolu sprawdzali szkocką plażę Arbroath. Plaża została jednak wcześniej zaminowana w obawie przed niemieckim desantem (przez samych Brytyjczyków, którzy zapomnieli poinformować o tym sojuszników). W wyniku tej tragedii życie straciło kilku ułanów z rotmistrzem Stanisławem Górskim i kapralem Stanisławem Stasiakiem na czele.Kosackiego tak poruszyła ta historia, że przypomniał sobie o narzędziu, które niegdyś zaczął opracowywać w Polsce Tadeusz Lisicki z Biura Badań Technicznych Wojsk Łączności.

Urządzenie to wykorzystywało zjawisko Foucaulta, czyli prądy elektryczne (zwane wirowymi) indukowane w przewodnikach, które znajdują się w zmiennym polu magnetycznym. W zależności od rodzaju przewodnika (metalu) prądy wirowe mają różną fazę (ujemną lub dodatnią) co przy współczesnym poziomie elektroniki pozwala określić rodzaj metalu lub „wyciąć metale, których nie poszukujemy”. Detektory metalu pracują na częstotliwościach rzędy od kilku do kilkudziesięciu kHz-ów. Im mniejsza częstotliwość, tym większa głębokość skanowania. Urządzenie, które skonstruował por. Józef Kosacki, było bardzo nowatorskie.

Niedługo po tragicznym wypadku polskiego patrolu brytyjskie dowództwo ogłosiło konkurs na wykrywacz min. Test był prosty: na plaży porośniętej trawami rozrzucono garść monet, a uczestnicy konkursu mieli je odnaleźć. Wykrywacz Kosackiego namierzył wszystkie, deklasując brytyjską konkurencję. Był lekki, ważył około 14 kilogramów, a przy tym stosunkowo prosty, możliwy do przenoszenia i używania przez jednego żołnierza.

Prekursorem w dziedzinie wykrywaczy metali w latach 20-dziestych była firma White, lecz jej urządzenie ważyło około 40 kilogramów, było wielkie, niestabilne, nieporęczne i nie nadawało się do zastosowania na polu walki. Mogło pomagać służbom inżynieryjnym podczas oczyszczania pobojowiska, ale nie żołnierzom, przedzierającym się przez pola minowe. Kosacki opatentował wynalazek, po czym bezpłatnie przekazał licencję Rządowi Brytyjskiemu.

Ręczny wykrywacz min składał się z czterech części:
– z umieszczonego w plecaku generatora dźwięku,
– właściwego wykrywacza (sondy), formą przypominającego talerz,
– tyczki, do której wykrywacz był przymocowany,
– słuchawek.

Saper poruszał przed sobą tyczkę w sposób przypominający ruchy osoby koszącej trawę. Wykrycie miny sygnalizował zaś dźwięk – pisk rozlegający się w słuchawkach. Do największych zalet tego wykrywacza należała niewielka waga – był bardzo lekki, ważył tylko około 14 kilogramów. Dzięki temu do jego obsługi wystarczyła jedna osoba.

Polski wykrywacz otrzymał nazwę Polish Mine Detector MK1 i trafił do produkcji seryjnej, gdzie poszczególne serie modyfikowano w miarę zbierania doświadczeń z pól bitewnych. Wykrywacz Kosackiego wszedł na wyposażenie armii brytyjskiej. Polskie wykrywacze min torowały Brytyjczykom drogę przez pola minowe i drogę do zwycięstwa pod Alamein. Podczas II wojny światowej korzystały z nich także inne armie sojusznicze. W kolejnych latach udoskonalany i modyfikowany „polski” wykrywacz min trafił na pola bitew całego świata. Prosty, a zarazem skuteczny, okazał się wyjątkowo długowiecznym sprzętem – był używany aż do lat 90., oczywiście w wersji zmodyfikowanej. Liczbę ocalonych przez niego ludzi można szacować w tysiącach.

Po zakończeniu wojny Józef Kosacki pracował w Londynie w Stacji Badawczej Poczty Brytyjskiej, projektując zaawansowane systemy telekomunikacyjne.

Po długim oczekiwaniu udało się mu powrócić do kraju 22 kwietnia 1947 roku. Ogromną rolę w tej decyzji miał jego bliski kolega, prof. Janusz Groszkowski, który za punkt honoru postawił sobie ściągnięcie do kraju wybitnego naukowca i wynalazcy. Po repatriacji J. Kosacki powrócił do przedwojennego miejsca pracy – Państwowego Instytutu Telekomunikacji na to samo stanowisko Kierownika Działu Wzmacniaków, a po reorganizacji, pracował w Przemysłowym Instytucie Telekomunikacyjnym na stanowisku Kierownika Zakładu Transmisji Przewodowej. W 1955 uzyskał stopień naukowy docenta.

Od 1956 do przejścia na emeryturę (w 1976 r.) pracował w Instytucie Badań Jądrowych (początkowo w Warszawie, następnie w Świerku koło Otwocka) na stanowisku Kierownika Działu Elektroniki. Kierował tam podówczas bardzo nowatorskimi pracami m.in. nad wielokanałowymi analizatorami amplitudy i czasu. Od 1957 roku został jednocześnie powołany na stanowisko kierownika Katedry Urządzeń Łączności Przewodowej Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. W styczniu 1964 uchwałą Rady Państwa został powołany na stanowisko profesora nadzwyczajnego w Wojskowej Akademii Technicznej.

Ten wybitny naukowiec został po wojnie zapomniany głównie ze względu na nazwisko. Dla bezpieczeństwa jego i jego rodziny, w czasie wojny nie ujawniano tego, jak się nazywa. Niemcy mieli bowiem zasadę stosowania odpowiedzialności zbiorowej, dlatego bliscy Kosackiego mogliby ponieść konsekwencje skonstruowania przez niego wykrywacza. W doniesieniach prasowych, oficjalnych publikacjach naukowych, książkach czy dokumentach występował jako Józef Kos, Kozacki lub Kozak. Po wojnie sam zainteresowany nie próbował odkręcić tej informacji. Dopiero po 1989 roku informacje o konstruktorze ujrzały światło dzienne.

Po przejściu na emeryturę odnalazł więcej wolnego czasu, który mógł poświęcić rodzinie oraz swojemu hobby: filatelistyce, był aktywnym działaczem Polskiego Związku Filatelistów. Zmarł po długiej, ciężkiej chorobie w dniu 26 kwietnia 1990 roku. Został pochowany z pełnymi honorami wojskowymi na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.

W 2005 roku Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej (WITI) we Wrocławiu przyjął imię profesora Józefa Kosackiego. W siedzibie Instytutu zgromadzono kolekcję pamiątek po patronie WITI, w tym jedyny prototyp polskiego wykrywacza min oraz oryginalny mundur patrona z czasu wojny.

Zainteresowanych wykrywaczami i krótkofalarstwem zapraszam do Brzeskiego Klubu Łączności SP6PCB.

Jurek SP6SOX
tel. 691 417 366

Przeczytaj też: Członkowie Brzeskiego Klubu Łączności SP6PCB opowiadają o początkach krótkofalarstwa na Świecie i w Polsce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *