Gmina Grodków intensywnie rozwija sieć defibrylatorów AED. Skala działań robi wrażenie – skąd taka determinacja?
Jesteśmy dużą obszarowo gminą – obejmujemy miasto oraz aż 35 sołectw. To oznacza realne wyzwania w dostępie do szybkiej pomocy medycznej. W przypadku nagłego zatrzymania krążenia kluczowe są pierwsze minuty, dlatego wraz z burmistrzem postawiliśmy na rozwiązanie systemowe – budowę ogólnodostępnej sieci defibrylatorów.
Na jakim etapie jest dziś realizacja programu?
Obecnie na terenie gminy funkcjonuje 10 ogólnodostępnych urządzeń, z czego 3 należą do podmiotów prywatnych – i świadomie uwzględniamy je w planowaniu, nie dublując lokalizacji. Jeszcze w tym roku planujemy montaż kolejnych 6 defibrylatorów. Nasze minimum na ten rok to 16 urządzeń, natomiast jeśli uzyskamy dodatkowe środki z Programu OLiOC, możemy dojść nawet do 21.
Skąd pochodzą środki na realizację tego projektu?
Finansowanie jest zróżnicowane, co pozwala nam działać szybciej i szerzej. Część urządzeń montujemy na remizach – tu korzystamy ze środków Ochotniczych Straży Pożarnych. Kolejne lokalizacje to świetlice wiejskie, finansowane z budżetu ochrony ludności. Mamy też 6 defibrylatorów pozyskanych w ramach Europejskiej Inicjatywy Społecznej.
Co dla mnie osobiście ważne – w tym przypadku występowałem nie jako pracownik urzędu, ale jako mieszkaniec gminy. Złożyłem wniosek obywatelski, który został pozytywnie oceniony. To pokazuje, że zaangażowanie społeczne naprawdę ma znaczenie.
Jak decydujecie, gdzie pojawią się kolejne urządzenia?
To jedno z trudniejszych zagadnień, bo potrzeb jest więcej niż dostępnych urządzeń. Dlatego przyjęliśmy jasne i transparentne kryteria. W pierwszej kolejności wybieramy miejscowości najbardziej zaludnione, a także te, w których funkcjonują szkoły podstawowe oraz przez które przebiegają drogi wojewódzkie.
Chodzi o maksymalizację realnego bezpieczeństwa – tam, gdzie jest najwięcej ludzi i największe ryzyko zdarzeń, tam AED powinno być dostępne w pierwszej kolejności.
Czy urządzenia są dostępne całodobowo? Jak rozwiązujecie kwestie dostępu?
To dla nas jeden z kluczowych aspektów. Wszystkie nowe urządzenia montujemy w ogrzewanych i wentylowanych kapsułach zewnętrznych z dostępem 24/7. Zależy nam, aby defibrylator był dostępny dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebny, a zdarzenia tego typu najczęściej mają miejsce poza godzinami pracy instytucji.
Jak rozwiązujecie kwestie utrzymania i kosztów eksploatacji defibrylatorów?
Koszty utrzymania AED są relatywnie niewielkie i przewidywalne – elektrody wymienia się średnio co dwa lata (to koszt rzędu około 200 zł), natomiast baterię co około pięć lat (około 600 zł).
Dlatego przyjęliśmy rozwiązanie systemowe – koszty eksploatacyjne chcemy powierzyć podmiotom, przy których urządzenia są instalowane, czyli głównie jednostkom OSP oraz sołectwom. W praktyce jest to wydatek niemal nieodczuwalny, a jednocześnie zapewnia realną odpowiedzialność za utrzymanie sprzętu w gotowości. Dzięki temu budujemy trwały i efektywny system, który nie obciąża nadmiernie budżetu gminy.
Czy planujecie oznakowanie miejsc z defibrylatorami?
Tak, pracujemy nad spójnym systemem oznakowania zgodnym z przyjętymi standardami. Chcemy, aby AED były łatwe do zlokalizowania zarówno dla mieszkańców, jak i osób spoza gminy. Rozważamy również wykorzystanie map online oraz aplikacji, które wskazują najbliższe urządzenie.
Wiele osób nadal obawia się korzystania z defibrylatora. Jak właściwie działa AED?
Defibrylator AED to urządzenie, które analizuje rytm serca poszkodowanego i jeśli jest taka potrzeba – podaje impuls elektryczny, który może przywrócić prawidłową pracę serca. Co bardzo ważne: AED samo podejmuje decyzję o wyładowaniu, więc nie ma ryzyka, że ktoś użyje go niewłaściwie.
Urządzenie prowadzi użytkownika krok po kroku za pomocą poleceń głosowych. W praktyce oznacza to, że nawet osoba bez doświadczenia jest w stanie skutecznie z niego skorzystać. Z mojego doświadczenia wynika jasno – największym problemem nie jest obsługa sprzętu, tylko bariera psychiczna przed podjęciem działania.
Czyli samo rozmieszczenie urządzeń to nie wszystko?
Dokładnie tak. Dlatego równolegle pracujemy nad uruchomieniem szerokiego programu szkoleń dla mieszkańców. Chcemy uczyć rozpoznawania nagłego zatrzymania krążenia, prawidłowego wzywania pomocy i prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Podczas szkoleń pokazujemy też, jak działa AED i jak proste jest jego użycie. Zależy nam na tym, żeby każdy mieszkaniec czuł się pewnie w sytuacji zagrożenia życia.
Czy gmina jest przygotowana do prowadzenia takich szkoleń?
Tak, przygotowaliśmy się do tego bardzo konkretnie. Zakupiliśmy sprzęt do nauki pierwszej pomocy – w tym fantomy oraz szkoleniowy defibrylator AED. Dzięki temu możemy prowadzić zajęcia praktyczne.
Dysponujemy wykwalifikowaną kadrą. Sam jestem instruktorem pierwszej pomocy i na pewno zamierzam się zaangażować, a do realizacji projektu zaprosiliśmy z burmistrzem również strażaków – zarówno z jednostek OSP, jak i Państwowej Straży Pożarnej. To osoby z dużym doświadczeniem praktycznym, które na co dzień biorą udział w akcjach ratowniczych. Dzięki temu szkolenia nie będą miały wyłącznie teoretycznego charakteru. Stawiamy na praktykę, realne scenariusze i przekazywanie wiedzy w sposób przystępny. Zależy nam na tym, żeby mieszkańcy nie tylko „wiedzieli”, co zrobić, ale przede wszystkim czuli się pewnie, podejmując działanie w sytuacji zagrożenia życia.
Jakie są dalsze plany?
Chcemy konsekwentnie rozwijać sieć AED, tak aby docelowo obejmowała niemal każde sołectwo w gminie oraz cztery strategiczne lokalizacje w samym mieście. Równolegle rozwijamy system szkoleń, bo naszym celem jest nie tylko dostępność sprzętu, ale też gotowość mieszkańców do działania. Ostateczny zasięg sieci będzie zależał od dostępnych środków oraz możliwości pozyskania finansowania zewnętrznego – na razie nie ustajemy w pracy i systematycznie realizujemy kolejne etapy projektu.
Na koniec – jedno zdanie do mieszkańców.
Zależy nam na tym, żeby mieszkańcy nie tylko „wiedzieli”, co zrobić, ale przede wszystkim czuli się pewnie, podejmując działanie w sytuacji zagrożenia życia — żeby potrafili przełamać naturalny strach, zareagować bez wahania i wykorzystać tę wiedzę w praktyce, bo to właśnie te pierwsze, zdecydowane działania świadków zdarzenia najczęściej decydują o czyimś życiu.
Przeczytaj też: LZS Starowice bez punktów w meczu z Wartą Gorzów. Trwa walka o utrzymanie się w III lidze
