Henry Kotowski – Muzyczny kosmonauta ze Starego Grodkowa

„…Światła miasta płoną tak jasny blaskiem
Lecz w twoim sercu jest ciemno i zimno
Szukasz drogi, lecz nie możesz jej znaleźć
Zagubiona w cieniu, wypatrujesz światła
Widzę, jak idziesz, widzę, jak stoisz
Lecz nikt tutaj nie potrafi zrozumieć twoich łez…”

Tak zaczyna się piosenka artysty rodem ze Starego Grodkowa. Ktoś mógłby zapytać: jakiego artysty? Przecież nie pamiętamy, aby ktoś taki pochodził z tej miejscowości. To prawda – ale tylko częściowo. Historia, którą chciałbym dziś opowiedzieć, jest bowiem niezwykła i pełna zaskakujących zwrotów.

Piosenkę tę wykonywał Henry Kotowski. Nosiła tytuł Geh nicht allein i powstała w Niemieckiej Republice Demokratycznej, czyli w dawnych Niemczech Wschodnich.

Zacznijmy jednak od początku…

Henry Kotowski urodził się 24 sierpnia 1944 roku w dzisiejszym Starym Grodkowie. Henry urodził się z muzyką w głowie, jak wszyscy ludzie wywodzący się w okolic Grodkowa. Jego pradziadek, podobnie jak ojciec, był muzykiem. W wieku czterech lat Henry zaczął walić w perkusję; zaczął grać tak, jakby był szkolony na perkusistę. Te zamiłowanie do rytmu pozostanie starogrodkowianinowi do końca jego dni.

Po zakończeniu II wojny światowej, w wyniku powojennych zmian politycznych i migracji ludności, rodzina Kotowskich opuściła rodzinne strony.

W młodości muzyka zawsze była dla Henry’ego na pierwszym miejscu. Grał też na gitarze i w wieku 13 lat miał już swój pierwszy przebój. Złapał rockandrollowego bakcyla. W wieku 15 lat przyjaciele wypchnęli go na scenę, a on zajął się perkusją – i to było wszystko. Grał tak, jakby to było wszystko, co robił w życiu, jakby został zaprogramowany do bycia perkusistą.

Natychmiast został zwerbowany przez Papa Ruedigers Dixieland Band. W 1960 roku dołączył do Franke Echo Quintet,

W 1962 roku założył Telstars (nazwany na cześć amerykańskiego satelity) pierwszy wschodnioniemiecki  zespół big beatowy. Już w 1963 roku nagrał koncert dla Amigi, która posiadała monopol na wydawanie muzyki w NRD.

Na polecenie Amigi zespół przemianowano na Sputniks i to właśnie z nim już do końca życia Kotowski będzie identyfikowany.

1964 roku Henry studiuje w Szkole Muzycznej Berlin-Friedrichshain, gdzie pisze muzykę do licznych filmów dla wytwórni filmowej DEFA.

Kotowskiego można nazwać pionierem niemieckiej muzyki rockowej. Jego utwory do dziś brzmią świeżo i – niekiedy – mogą konkurować z dokonaniami polskich zespołów tamtego czasu. Jego muzyczne korzenie sięgają lat pięćdziesiątych XX wieku. W kolejnych latach był członkiem wielu znanych grup, współtworzył formacje, które później zdobyły popularność, a także przez długi czas występował jako artysta solowy.

Szczególne miejsce w jego biografii zajmuje kultowy zespół Sputniks. Do momentu zakazu działalności w 1966 roku był to jeden z najbardziej znanych zespołów beatowych w NRD. Choć grupa powstała w latach sześćdziesiątych, ich album „Gitarrentwist” ukazał się dopiero w 2014 roku – wiele dekad po nagraniu materiału. W tamtym czasie wielu artystów, zarówno w Niemczech Wschodnich, jak i w Polsce, zmagało się z cenzurą. Jak można się domyślać, dotknęła ona również niepokornego artystę ze Starego Grodkowa.

Do zaostrzenia kursu wobec muzyki beatowej przyczynił się m.in. legendarny koncert The Rolling Stones w Berlinie, który odbył się 15 września 1965 roku w amfiteatrze Waldbühne. Występ ten przeszedł do historii z powodu zamieszek – fani zdemolowali scenę i część obiektu, co doprowadziło do interwencji policji; rannych zostało ponad 80 osób. Wydarzenie to wpłynęło na decyzje władz Niemiec Wschodnich, które zaczęły postrzegać ruch beatowy jako zagrożenie społeczne.

W Berlinie Wschodnim działało wówczas wiele tzw. zespołów gitarowych, jak oficjalnie określano tego typu formacje w żargonie wschodnioniemieckim. Aby zapobiec podobnym incydentom, komunistyczne władze wprowadziły surowe kontrole, regulacje, a nawet zakazy występów. W rezultacie, w 1966 roku, jeden z najbardziej rozpoznawalnych zespołów NRD – Die Sputniks – został rozwiązany.

Dodatkowym ciosem było przemówienie Waltera Ulbrichta, wygłoszone podczas XI Plenum Komitetu Centralnego Socjalistycznej Partii Zjednoczenia Niemiec w 1965 roku. Przywołując piosenkę Beatlesów jako przykład zachodniej kultury, stwierdził on:
„Czy naprawdę musimy kopiować każdy szmelc, który przychodzi z Zachodu? Myślę, towarzysze, że powinniśmy położyć kres monotonii ‘yeah-yeah’ i jakkolwiek to się jeszcze nazywa”.

Dla wielu artystów oznaczało to koniec działalności w dotychczasowej formie. Zakaz nie obejmował jednak gry w innych zespołach – i z tej możliwości skorzystał Kotowski. Rozpoczął współpracę z urodzonym we Wrocławiu Uve Schikorą.

Z czasem poświęcił się muzyce country, której był wielkim miłośnikiem, tworząc formację Cott’n & Co. Nazwa „Cott’n” pochodziła od jego szkolnego przezwiska.

Kotowski nigdy nie otrzymał zgody na swobodne wyjazdy na Zachód – jego wnioski o możliwość koncertowania poza NRD były regularnie odrzucane. Dopiero w 1984 roku pozwolono mu opuścić kraj wraz z rodziną. Wówczas zamieszkał w Monachium.

Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że wielu artystów z NRD – w tym Kotowski – dorównywało, a czasem nawet przewyższało poziomem ówczesne gwiazdy muzyki.

Po zjednoczeniu Niemiec w 1994 roku Kotowski powrócił do Berlina. Miasto, które zastał, było już jednak zupełnie inne. To właśnie wtedy podjął próbę reaktywacji zespołu Sputnik. Początki były obiecujące – duże zainteresowanie mediów, wyprzedane koncerty, entuzjazm publiczności. Spełniało się to, o czym marzyli jako młodzi muzycy. Niestety, z czasem zabrakło nowych przebojów, świeżości oraz wsparcia menedżerskiego. Dodatkowym ciosem była śmierć jednego z członków zespołu.

W dorobku Kotowskiego znalazł się m.in. utwór „Rock the Rock” do parodii filmu Tell z 2007 roku oraz muzyka do filmu „Neues vom Wixxer”.

Wystąpił także na festiwalu Wacken Open Air – jednym z najbardziej znanych festiwali muzyki metalowej – gdzie zaprezentował się jako „oldschoolowa” kapela Sputnik. Wykonali tam znakomitą aranżację „Ace of Spades” zespołu Motörhead, z wokalem Uncle Toma z grupy Sodom. To wykonanie do dziś robi ogromne wrażenie.

Do zespołu dołączyła również córka artysty, Simone, która wspierała go aż do końca. Kotowski wracał wówczas do swoich muzycznych korzeni, grając ukochaną muzykę country.

Po długiej chorobie Henry Kotowski zmarł w 2009 roku. W jego miejscu urodzenia – jak i w pobliskim Grodkowie – postać ta pozostaje dziś niemal zapomniana. A szkoda, bo był to jednak nasz artysta ze Śląska, którego można śmiało zestawić z takimi artystami jak Tadeusz Nalepa czy pochodząca z Bytomia Karin Stanek.

Maciej Mischok

Przeczytaj też: Arthur Kautzenbach z Grodkowa i amerykański sen  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *