Świat widziany oczami grodkowskiego artysty. Podróże Ulricha Nitschkego

Na wstępie pragnę serdecznie podziękować Yvonne i Eckardowi Bannekom za życzliwość oraz nieocenioną pomoc w udostępnieniu materiałów dotyczących życia i twórczości Ulricha Nitschkego. Bez ich wsparcia przygotowanie tego opracowania byłoby znacznie trudniejsze.

Kto choć raz był we Wrocławiu, musiał natrafić na ulicę świdnicką czy plac Kościuszki. To w tym miejscu błyszczy modernistyczny dom towarowy Renoma. Ten wrocławski zabytek został kilka lat temu odrestaurowany, a fasada uzupełniona zniszczonymi rzeźbami. Dziś można podziwiać jedną z najbardziej niezwykłych realizacji dzisiejszego bohatera Ulricha Nitschkego. Artysta ten w 1929 roku otrzymał od berlińskiego architekta Hermanna Dernburga zlecenie wykonania 25 modeli monumentalnych głów przedstawiających fizjonomie ludzi „z całego świata”. Powstały one z myślą o nowym domu towarowym Wertheim we Wrocławiu (obecnie Dom Towarowy RENOMA), zaprojektowanym przez Dernburga*.

Na elewacji budynku umieszczono sto terakotowych głów – każdą z 25 rzeźb powielono czterokrotnie. Zwrócone twarzami ku dołowi, rozmieszczone na filarach pomiędzy oknami, sprawiały wrażenie, jakby prowadziły niemy dialog z przechodniami na ulicach i placach miasta. Sam dom towarowy, wzniesiony w zaledwie osiem miesięcy w okresie Wielkiego Kryzysu, był wówczas największym obiektem handlowym na kontynencie europejskim i zasłynął jako pierwszy we Wrocławiu budynek wyposażony w schody ruchome.

Ten to użytkowy i zabytkowy obiekt podczas działań wojennych w 1945 roku został poważnie zniszczony wskutek bombardowań i ostrzałów artyleryjskich. W pierwszej dekadzie XXI wieku przeprowadzono jego wierną rekonstrukcję na podstawie zachowanych planów architekta.

Dzięki zaangażowaniu wielonarodowemu odnaleziono wnuczkę Ulricha Nitschkego, Yvonne Bannek, dzięki której bezcenne materiały trafiły do Wrocławia: fotografie modeli wykonane z przodu i z profilu, fragmenty pamiętników artysty oraz dokumentacja zachowanej, niewypalonej rzeźby „Hadwig” (jego ukochanej zony), z dokładnymi wymiarami.

Dziś, będąc we Wrocławiu, zobaczmy efekt pracy mistrza i rekonstruktorów.

Ulrich Nitschke – jak dowiedziałem się z rozmów z potomkami artysty – przez najbliższych nazywany był pieszczotliwie Ullo. Grodkowianin zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na pozostawione po sobie dzieła, lecz również z powodu niezwykłych podróży, które odbywał, wykorzystując najróżniejsze środki transportu.

Jadwiga i Ulrich Nitschke – archiwum prywatne rodziny Bannek.

Pisząc ten tekst, wielokrotnie zastanawiałem się, ilu współczesnych sportowców wytrzymałościowych byłoby dziś w stanie dokonać tego, czego dokonał ten artysta. Nie był zawodowym atletą, lecz człowiekiem kierującym się pasją, wytrwałością i odwagą. Po ciężkim dniu pracy kamieniarza chętnie spacerował po okolicznych lasach otaczających jego pracownię. Uwielbiał piesze wędrówki oraz rowerowe wyprawy, a podczas jednej z podróży do Włoch pokonał pieszo – jak sam deklarował – blisko 1300 kilometrów.

Potomkowie Ullego wspominają: „Wiemy również, że od czasów pobytu w Monachium pasjonował się wspinaczką. Chętnie zdobywał górskie szczyty, lubił jazdę konną i – jak przekazywano w rodzinie – był bardzo dobrym jeźdźcem”.

Nitschke to zapomniany artysta urodzony w Grodkowie. Erich Ulrich Alfons Nitschke był malarzem, rzeźbiarzem i niestrudzonym podróżnikiem, którego życie stanowi fascynujące połączenie sztuki, „sportu” i odkrywania świata. Jego losy pokazują, że niezwykłe osiągnięcia nie zawsze rodzą się z zawodowej kariery czy rozgłosu, lecz często z niegasnącej ciekawości świata, determinacji i gotowości do przekraczania własnych granic.

Przyszedł na świat w Wigilię Bożego Narodzenia 1879 roku jako syn wachmistrza Ernsta Nitschkego, służącego w 2. baterii Górnośląskiego 6. Pułku Artylerii Polowej oraz Ernestine z domu Mittmann. Dziś zarówno dawne koszary, z którymi związana była jego rodzina, jak i pamięć o samym artyście pozostają niemal nieznane po obu stronach Odry.

Już od najmłodszych lat zdradzał niezwykły talent plastyczny. Jeszcze jako uczeń, około 1885 roku, wielokrotnie szkicował skalistą drogę z łukowym Czarnym Mostem w Nowej Rudzie. Nawet w dzieciństwie potrafił zaskakiwać zdolnościami – przy pomocy spłaszczonego gwoździa i młotka wyrzeźbił w piaskowcu przedstawienie ptaka w gnieździe.

W 1889 roku rozpoczął naukę w szkole przygotowawczej we Wrocławiu, dokąd przeprowadziła się cała rodzina. Ojciec kupił mu skrzypce, a matka wygrała na aukcji fortepian koncertowy. Dzięki temu młody Ulrich rozwijał również talent muzyczny i wkrótce potrafił wykonywać krótkie utwory zarówno na skrzypcach, jak i na fortepianie. Sakrament bierzmowania przyjął w kościele św. Józefa, zwanym także „Kościołem Jedenastu Tysięcy Dziewic”, zaprojektowanym przez Carla Ferdinanda Langhansa, jednego z najwybitniejszych architektów swojej epoki, twórcę m.in. Bramy Brandenburskiej w Berlinie. Rodzina Nitschke mieszkała w pobliżu świątyni, przy dzisiejszej ulicy Macieja.

Port rybacki w Saint-Tropez 1930 – archiwum rodzinne.

Po ukończeniu szkoły, w 1894 roku, rozpoczął naukę w seminarium nauczycielskim. Nie był to jednak zawód, do którego czuł powołanie. Zamiast pilnie studiować podręczniki, pochłaniał książki, sięgając zarówno po literaturę klasyczną, jak i po dzieła, które sam z przekąsem określał mianem „wielkiego zbioru śmieci i klasyki”.

Latem 1896 roku postanowił uciec z domu. Wyruszył bez określonego celu do Stralsundu, marząc o tym, by zostać pasażerem na gapę lub chłopcem okrętowym na statku płynącym ku odległym krajom. Rzeczywistość szybko zweryfikowała jego plany – niewielkie kutry rybackie kursowały jedynie na Rugię. Rozczarowany wrócił więc do rodzinnego domu niczym „rozbitek”, który ponownie odnalazł swój port.

Z czasem rodzice pogodzili się z jego marzeniem o zostaniu malarzem. Nie byli jednak w stanie sfinansować studiów artystycznych. Ulrich rozpoczął więc praktykę handlową w składzie szkła i porcelany Zimmermanna przy Ringstraße, naprzeciwko miejskiej kolumny (Staupsäule) stojącej przed ratuszem.

To właśnie wtedy odkrył świat wielkiego malarstwa w Muzeum Wrocławskim. Sztuka zawładnęła nim bez reszty. Kupił pierwsze farby olejne, papier oraz kasetkę z akwarelami. Każdego ranka przed pracą i każdego wieczoru wspinał się na strych, gdzie kopiował pejzaże z ilustracji, doskonaląc warsztat.

We wrześniu 1896 roku wyjechał do Monachium z zamiarem złożenia dokumentów do Akademii Sztuk Pięknych. Na miejscu spotkało go jednak rozczarowanie – trwała przerwa semestralna, a kandydaci mogli być przyjmowani dopiero po ukończeniu osiemnastego roku życia. On nie miał jeszcze nawet siedemnastu lat.

Zauroczony włoskim malarstwem oglądanym w monachijskiej Pinakotece kupił bilet do Werony, wierząc, że właśnie tam odnajdzie swoją drogę. Nie znając języka i nie posiadając słownika, przemierzał jednak kolejne miasta – Vicenzę, Padwę, Wenecję i Wiedeń. W ciągu tej niezwykłej wędrówki pokonał około 1300 kilometrów. Marzył nawet o dotarciu do Paryża.

Alegorie Karstadt Lubeka 1906 – archiwum rodzinne

Ostatecznie przez Stuttgart dotarł do Karlsruhe. Tam znalazł zatrudnienie jako urzędnik w firmie ubezpieczeniowej Wilhelma. Wolny czas spędzał niemal wyłącznie w teatrze, który przyciągał go wybitnymi aktorami, śpiewakami i dyrygentami. Odpowiadając na ogłoszenie prasowe, rozpoczął również prywatne lekcje malarstwa u artysty Augusta Lemmera. Jedną z wykonanych kopii martwej natury przesłał rodzicom. Praca zrobiła na nich tak duże wrażenie, że zgodzili się wesprzeć finansowo jego dalszą edukację artystyczną.

Wyposażony w teczkę rysunków wykonanych piórem i ołówkiem oraz autoportret narysowany węglem złożył dokumenty do Akademii Sztuk Pięknych w Karlsruhe. W październiku 1898 roku został przyjęty bezpośrednio do klasy rysunku profesora Ernsta Schurtha, z pominięciem obowiązkowych zajęć z kopiowania odlewów gipsowych. W tym okresie zaprzyjaźnił się z Franzem Mutzenbecherem – przyjaźń ta przetrwała całe życie.

Od 1900 roku studiował wraz z Paulem Klee, Wassilym Kandinskym i Hansem Purrmannem w Królewskiej Bawarskiej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium pod kierunkiem słynnego Franza von Stucka. Najwięcej uwagi poświęcał studiom z natury, zwłaszcza aktowi męskiemu i kobiecemu. Uważał, że najtrudniejszym wyzwaniem dla malarza jest oddanie koloru ludzkiej skóry. Ogromny wpływ na jego późniejszą twórczość rzeźbiarską wywarły także wykłady z anatomii prowadzone na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana.

W Monachium poznał poetę Maxa Dauthendeya za pośrednictwem Melchiora von Hugo oraz uzyskał swobodny dostęp do pracowni rzeźbiarza Karla Albikera. W tym samym czasie odkrył również pasję do wspinaczki wysokogórskiej i alpinizmu.

Latem 1901 roku odbył rowerową podróż z Monachium do Florencji i Rzymu, kontynuując studia nad sztuką włoskiego renesansu. Następnie odwiedził Luwr w Paryżu. W kolejnych latach wielokrotnie podróżował po Szwajcarii, Austrii, Włoszech i Francji, nieustannie poszerzając swoje artystyczne horyzonty.

W latach 1903–1907 był mistrzowskim uczniem Leopolda von Kalckreutha i Adolfa Hölzela w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych Wirtembergii w Stuttgarcie. Malował tam wielkoformatowe kompozycje temperowe i zdobył srebrny medal – drugą nagrodę na wystawie za pejzaż zakupiony przez króla Wilhelma II Wirtemberskiego.

Rzeźby Wertheima 1929 – archiwum rodzinne.

W Stuttgarcie obracał się w środowisku wybitnych architektów, do którego należeli Bruno Taut, Paul Bonatz i Oscar Pixis. W 1904 roku do grupy dołączył Walther Baedeker, z którym Nitschke współpracował przez niemal dekadę. Już na drugim roku studiów zorganizował niezwykły festiwal artystyczny z muzyką, tańcami i kostiumami. Choć dyrektor akademii, Haug, sceptycznie oceniał pomysł, twierdząc, że „w mieście upartych Szwabów” przedsięwzięcie raczej się nie powiedzie, wydarzenie okazało się spektakularnym sukcesem.

Rok później otrzymał zlecenie wykonania fresku na wykuszu willi Curtius w Stuttgarcie oraz wyrzeźbienia reliefu w piaskowcowym filarze wejściowym.

Rosnące zainteresowanie sztuką architektoniczną zaowocowało kolejnymi prestiżowymi zamówieniami. W 1906 roku hamburski architekt Walther Baedeker powierzył mu wykonanie dekoracji nowo wznoszonego domu towarowego Karstadt w Lubece. Nitschke stworzył monumentalny program rzeźbiarski obejmujący sześć pełnoplastycznych figur alegorycznych oraz dwanaście reliefów wykutych w twardym piaskowcu.

Rok później, na zaproszenie profesora Theodora Fischera, wspólnie z Louisem Moilletem, Hansem Brühlmannem i Melchiorem von Hugo wykonał malowidła ścienne do sali koncertowej w Pfullingen. Na ścianie wschodniej namalował kompozycje zatytułowane „Strach” oraz „Pokój poprzez muzykę”.

Jeszcze w 1907 roku Walther Baedeker przekonał go do przeprowadzki do Hamburga. Nitschke uczestniczył tam w pracach konkursowych nad projektem Uniwersytetu Hamburskiego, a następnie został zatrudniony na stałe w pracowni architektonicznej Baedekera mieszczącej się w słynnym „Białym Domu” w Blankenese. Rozpoczął się wówczas nowy, niezwykle twórczy rozdział w życiu artysty, który z prowincjonalnego Grodkowa dotarł do grona najbardziej obiecujących twórców niemieckiej sztuki początku XX wieku.

Baedeker i Nitschke omawiali z klientami koncepcje oraz plany przyszłych realizacji zarówno podczas bezpośrednich spotkań, jak i w korespondencji, zanim przybierały one ostateczną formę projektów architektonicznych. Gdy przedłużająca się choroba uniemożliwiła Baedekerowi aktywną działalność zawodową, powierzył on Nitschkemu reprezentowanie swojej pracowni we wszystkich bieżących sprawach – od opracowywania projektów po nadzór nad realizacją inwestycji.

Przypadkowe odkrycie rzeźby podpisem U. Nitschke w 2017 r. Berlin archiwum rodzinne.

W 1908 roku Bruno Taut zlecił Ulrichowi Nitschkemu wykonanie pięciu monumentalnych, ponad dwumetrowych figur z terakoty dla Arthura Vogdta. Rzeźby miały tworzyć symboliczne powitanie („Welcome”) przy wejściu do budynku przy Bismarckstraße 10 w Berlinie. Ponieważ dawna technologia wykonywania wielkoformatowych figur z terakoty została już zapomniana, artysta podjął własne badania nad etruskimi nagrobkami. W jednej z cegielni w Prusach Zachodnich opracował nowatorską metodę konstruowania dużych, pustych wewnątrz figur z wilgotnej, plastycznej gliny. Dzięki precyzyjnemu procesowi wypalania uzyskiwał niezwykle trwałe rzeźby, pozbawione pęknięć, które po długim transporcie montowano na znacznej wysokości na elewacjach budynków.

Niedługo później stworzył kolejną terakotową rzeźbę przeznaczoną dla budynku przy Potsdamer Platz. W 1909 roku profesor Paul Troost powierzył mu wykonanie dwóch monumentalnych figur z bazaltu zatytułowanych „Spotkanie”, przeznaczonych do domu przy Bismarckstraße 12. Przejście od miękkiej gliny do twardego kamienia naturalnego wymagało od artysty opanowania zupełnie odmiennej i niezwykle wymagającej techniki rzeźbiarskiej.

W 1911 roku Ulrich Nitschke zaprojektował okrągłą rzeźbę oraz głowę Janusa z chłopcem, przeznaczone do zaprojektowanej przez siebie altany ogrodowej dla wybitnego poety Richarda Dehmela w Blankenese.

W kwietniu 1914 roku szwajcarski malarz Louis Moilliet planował zaprosić Ulricha Nitschkego do udziału w słynnej wyprawie do Tunezji wraz z Augustem Mackem i Paulem Klee. Artysta nie mógł jednak przyjąć propozycji z powodu wcześniej podjętych zobowiązań zawodowych w Hamburgu.

Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się jako ochotnik do służby wojskowej i walczył na froncie zachodnim w północnej Francji.

W latach 1923–1943 prowadził własną pracownię przy Hardenbergstraße 1 w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg, w pobliżu słynnego placu „Knie” (obecnie Ernst-Reuter-Platz). Realizował liczne zamówienia architektów, zwłaszcza Arthura Vogdta, wykonując dekoracje ścienne, rzeźby z terakoty oraz dzieła w kamieniu i marmurze. Jego prace z terakoty cieszyły się dużym uznaniem i regularnie przyciągały uwagę krytyków podczas corocznych wystaw wiosennych Akademii Sztuk Pięknych przy Pariser Platz, której od 1920 roku przewodniczył Max Liebermann.

W 1923 roku Nitschke zwyciężył w konkursie na przebudowę berlińskiego Nollendorfplatz, pokonując 87 konkurencyjnych projektów. Sześć lat później architekt Hermann Dernburg zlecił mu wykonanie 25 monumentalnych głów z terakoty przedstawiających twarze ludzi z różnych stron świata. Rzeźby ozdobiły fasadę nowego domu towarowego Wertheim we Wrocławiu, wzniesionego według projektu Dernburga. Budynek, znany dziś jako Renoma, należał do najbardziej nowoczesnych obiektów handlowych swojej epoki.

W latach 1930–1932 artysta przebywał na Lazurowym Wybrzeżu, odwiedzając Cassis, Saint-Tropez, Sanary i Menton. Powstały tam liczne pejzaże olejne oraz portrety, wśród nich wizerunek młodej Nike.

W 1931 roku w Cagnes stworzył naturalnej wielkości, pełną wdzięku rzeźbę dziewczyny, której modelką była czternastoletnia Nike. Powstała ona z jasnopomarańczowej gliny wykorzystywanej również przez Pabla Picassa do tworzenia ceramiki.

Siedem lat później Nike opisała proces powstawania rzeźby w swoim maszynopisie:

„Ullo zastosował tę samą technikę, której używali Etruskowie do tworzenia terakotowych figur; budował je jako puste wewnątrz. Nawet jego figury naturalnej wielkości nie są grubsze niż gliniany wazon i wydają charakterystyczny dźwięk po stuknięciu. Wykonanie tak cienkich ścian wymaga mistrzowskiej znajomości anatomii, ale również materiału, jego zachowania i kurczliwości. Technika ta narzuca pewne ograniczenia, lecz właśnie one nadają rzeźbom wyjątkowy charakter. Nie pozostawia miejsca na późniejsze poprawki – forma raz nadana pozostaje niezmienna na zawsze”.

Podczas wypalania w cegielni, rzeźba „Nike” spoczywała na cegłach, a następnie przez tydzień była moczona w wodzie, aby usunąć wapienne wtrącenia z utwardzonej terakoty.

„Nike z Cagnes” została zaprezentowana na wystawie Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie w 1932 roku i spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków. W recenzjach podkreślano, że „wdzięk młodej dziewczyny wyraża się w subtelnym skręcie górnej części ciała”, a cała kompozycja emanuje „rzadkim i niezwykle ujmującym urokiem”.

Po 1933 roku Ulrich Nitschke wraz z żoną Hedwig coraz częściej opuszczał Berlin, wyruszając na długie wyprawy malarskie. Kajakiem przemierzali Zatokę Greifswaldzką, wyspę Hiddensee oraz wybrzeże Bałtyku, docierając aż do Nidy na Mierzei Kurońskiej (obecnie na Litwie).

Niezwykle interesujące są wspomnienia Yvonne i Eckarda Banneków, którzy opowiadają: „Ponieważ w latach trzydziestych XX wieku brakowało im pieniędzy, Ulrich i Hedwig przepłynęli do Nidy przez Morze Bałtyckie, korzystając jedynie ze składanego kajaka i namiotu”.

23 listopada 1943 roku berlińska pracownia artysty została całkowicie zniszczona podczas alianckiego nalotu bombowego. Po wojnie Nitschke i Hadwig zamieszkali początkowo w rybackiej chacie w pobliżu Innsbrucka, a następnie przenieśli się do domu w Salzburgu, który artysta wybudował jeszcze w 1921 roku. Tam malował portrety, wspólnie z żoną wykonywał obrazy olejne przeznaczone do kapliczek przydrożnych na szlaku pielgrzymkowym do Maria Plain oraz pisał baśnie dla dzieci i dorosłych.

W 1952 roku Ulrich Nitschke osiedlił się w Neckarsteinach, a siedem lat później przeniósł się do Schönau koło Heidelbergu. Mając osiemdziesiąt lat, własnymi siłami – jedynie przy pomocy rodziny – wybudował parterowy dom nad potokiem Schafbach. Jego ściany ozdobił monumentalnymi freskami i rzeźbami, wśród których znalazły się kompozycje „Adam i Ewa” oraz „Noli me tangere”. Było to niezwykłe zwieńczenie długiej i niezwykle twórczej drogi artystycznej człowieka, który przez całe życie nieustannie poszukiwał nowych form wyrazu, pozostając wiernym rzeźbie, architekturze i sztuce monumentalnej.

Maciej Mischok

* Na prośbę Yvonne i Eckard Bannek, dodaję uzupełnienie do powyższego tekstu.

„Autorami projektu restauracji fasady byli wrocławska konserwator zabytków dr Krystyna Kirschke oraz architekt Zbigniew Maćków. Nad opracowaniem rekonstrukcji rzeźb pracował również Paweł Kirschke z TSR New York i Estudio Zara Barcelona. W tamtym czasie odtworzenie monumentalnych rzeźb zdobiących elewację Renomy wydawało się zadaniem niemal niewykonalnym.

Przełom nastąpił dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności. Berliński rzeźbiarz Dietrich Klakow, którego ojciec Hans Klakow uczestniczył niegdyś w realizacji rzeźbiarskiego wystroju fasady domu towarowego Wertheim (dzisiejszej Renomy), podczas wizyty we Wrocławiu przypadkowo znalazł się przy rusztowaniach otaczających odnawiany budynek. Bezskutecznie próbował wówczas uzyskać informacje o prowadzonych pracach.

Poszukując kontaktu z osobami odpowiedzialnymi za renowację, sięgnął do publikacji prasowych i skierował zapytania do władz Wrocławia. Ostatecznie doprowadziło to do nawiązania współpracy z dr Krystyną Kirschke, z którą przez dwa lata prowadził korespondencję w języku angielskim. Jak sam wspominał, został skierowany do konserwator zabytków, jednak trudno opisać liczne przeszkody, z jakimi musiała zmierzyć się podczas realizacji tego wyjątkowo skomplikowanego przedsięwzięcia. Ostateczny efekt prac stał się najlepszym dowodem jej determinacji i profesjonalizmu”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *