Kranówka się opłaca

Latem szczególnie dużo wydajemy na wodę butelkowaną. Tymczasem nie dość, że w ostatnich latach sporo podrożała, to jej zakup wiąże się z dodatkową kaucją i koniecznością zwrotu butelki. Do tego irytująca nakrętka – wszystko wygląda, jakby komuś zależało, aby uprzykrzyć nam życie i nas zniechęcić.

W tym całym ambarasie zyskuje kranówka jako mądra i tania alternatywa. Choć wielu ludzi wciąż ma opory przed piciem jej bez wcześniejszego gotowania, te obawy są nieuzasadnione. Woda podawana do sieci jest wcześniej uzdatniana, w efekcie czego wszystkie jej parametry spełniają wymogi prawa polskiego i unijnego dla wody przeznaczonej do spożycia. Dodatkowo jakość jest stale kontrolowana przez akredytowane laboratorium i Sanepid.

W dzisiejszych czasach wraca moda na nasycanie kranówki dwutlenkiem węgla. Znane z lat PRL-u syfony powróciły w nowoczesnej i bezpiecznej formie. Zamiast niegdysiejszych owocowych soczków pojawiły się koncentraty o smaku popularnych napojów gazowanych. To oznacza dodatkowe punkty dla taniutkiej wody kranowej i jest jednocześnie argumentem przekonującym smakoszy, którzy twierdzą, iż jej smak nie dorównuje mineralnej w butelkach. Pole konkurencji przesuwa się już poza półkę z wodami butelkowanymi na obszar słodkich napojów.

Zalet kranówka ma o wiele więcej. Jest łatwo dostępna – można ją pobrać z każdego kranu czy zdroju ulicznego. Jej cena to zaledwie ułamek ceny wody butelkowanej, co w miesięcznym budżecie może oznaczać widoczne oszczędności, zwłaszcza latem, kiedy nawadnianie organizmu jest szczególnie ważne. Skład chemiczny i zawartość jonów są odpowiednio zbilansowane i na neutralnych poziomach – w wodach mineralnych zwykle stężenie któregoś z jonów jest zawyżone.

Gwoli ścisłości w zarysowanej już sielankowej wizji kranówki są drobne cienie i punkty, gdzie należy zachować ostrożność. Przy normalnych rozbiorach, woda w wodociągach jest na bieżąco wymieniana. Parametry nadane po uzdatnieniu mogą być w ten sposób zachowane. Gdy jednak woda stagnuje w jakimś odcinku dłużej, może dojść do wtórnego skażenia. Po powrocie z długich wakacji zalecamy, by z wlewaniem wody do bezpośrednio do szklanki poczekać, aż wewnętrzna sieć się przepłucze w wyniku normalnego użytkowania.

Argumentem, który często pojawia się w dyskusji o picu kranówki jest fakt, że w wyniku niektórych czynności eksploatacyjnych na sieci, może dojść do zmiany właściwości takich jak kolor czy przejrzystość. Oczywiście nie zachęcamy do picia wody, która „nie wygląda”, lecz wyjaśniamy, że owo zabarwienie wynika ze zrywania się osadów wytrąconych na wewnętrznych ściankach wodociągów w warunkach normalnej ich pracy. Nie zagrażają one zdrowiu i nie oznaczają skażenia. Do sieci wtłaczana jest woda, która zawiera rozmaite jony jak np. żelazo w stężeniu nieprzekraczającym progów dopuszczonych prawem. Mogą one przechodzić w formy nierozpuszczalne i odkładać wewnątrz rur. Nagła zmiana ciśnienia np. w wyniku zamknięcia i ponownego otwarcia odcinka wodociągowego lub bardzo intensywny pobór wody powoduje ich oderwanie i zmętnienie wody. Jest to zwykle tymczasowe zjawisko i gdy sytuacja normuje się woda odzyskuje swoje dawne właściwości.

Problemy z jakością wody należy zgłaszać do podmiotu, od którego tę wodę bezpośrednio kupujemy – wspólnoty, spółdzielni czy spółki wodociągowej. W większości przypadków zabarwienie wody można powiązać z konkretnym zdarzeniem na sieci – wyłączeniem na potrzeby remontu czy usuwania awarii albo też z intensywnym poborem w celu napełnienia basenu lub zbiornika wozu strażackiego. Rozwiązaniem jest najczęściej odcinkowe płukanie sieci poprzez otwarcie pobliskiego hydrantu.

PWiK w Brzegu

Przeczytaj też: Sukces młodych brzeskich fotografów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *