O Marcinie i zaginionych rowerach

W ostatnich dniach zrobiło się głośno o jednym z mieszkańców Brzegu, nazywanym przez większość osób Marcinkiem. Dla tych, którzy nie wiedzą o kogo chodzi, wyjaśniam: Marcin C. to mężczyzna z niepełnosprawnością intelektualną, który wsławił się nagminnym „pożyczaniem” cudzych rowerów. Gdy widzi niezabezpieczony jednoślad, to zabiera go i jeździ nim tak długo, aż mu się znudzi, albo w oko wpadnie mu inny.

W mediach społecznościowych jest kilka grup, na których ludzie wymieniają się informacjami na temat zaginionych rowerów. Jedni piszą, nie kryjąc złości: „ktoś powinien zrobić z nim porządek”; inni: „to przecież tylko chory, nieszczęśliwy człowiek”; jeszcze inni: „wiem, że to chory człowiek i nie chcę się nad nim pastwić. Chcę po prostu odzyskać mój rower”.

Przyznam, że empatia płynąca z niektórych komentarzy jest budująca. Tym bardziej krewkim zalecam dużo wyrozumiałości. Problem stał się jednak na tyle głośny, że zainteresowały się nim media. Pod artykułem w jednej z gazet radna Anna Głogowska umieściła taki komentarz: „Ludzie nie komentujcie, jeśli nie znacie tematu… Kolejna gazetka, jak i ta wstrętna TVP3. Już nie ma tematu, to znęcają się nad niepełnosprawnym Marcinie. Kozaki w internecie…”.

Trzeba przyznać, że Radnej nie brakuje determinacji w obronie Marcina, co widać też w jej pozostałych wpisach. Zresztą nie jest w tym osamotniona. O ile nie zamierzam komentować opinii radnej na temat TVP3 Opole, to tym razem trochę wezmę ich w obronę. Tak! Uważam, że jest to temat ważny społecznie i jako takim powinny się zainteresować media. Oczywiście, można przymknąć oczy i udawać, że problemu nie ma. Jednak jak uczy doświadczenie – problem, który początkowo wydawał się błahy, z czasem eskaluje i przeradza się w poważniejszy. Mnie, jako dziennikarza, bardziej interesowałoby, co służby robią w tym kierunku? Nie chcąc narazić się na zarzut, że komentuję bez znajomości tematu, zawróciłem się z kilkoma pytaniami do Sebastiana Matuszewskiego, Kierownika Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Brzegu.

Janusz Pasieczny: Czy Marcin C. jest wam dobrze znany?
Sebastian Matuszewski: Marcina znamy od dawna, choć ta rodzina nie korzysta u nas z pomocy. Od około roku ten kontakt nam się nasilił w momencie, kiedy zaczęło się pojawiać coraz więcej sygnałów o jego – łagodnie rzecz ujmując – niezbyt właściwym zachowaniu.

J.P.: Jak rozumiem ma Pan na myśli kradzieże rowerów?
S.M.: Sama kwestia kradzieży rowerów to bardziej sprawa dla Policji. Natomiast dochodzą do nas takie sygnały, które są raz potwierdzone raz nie, na temat jego agresywnego zachowania, również w miejscach publicznych. On ma taki styl, wynikający z jego niepełnosprawności, że czasem krzyknie, piśnie, a ludzie się tego boją. Mieliśmy też sporadyczne sygnały, że kogoś popchnie czy opluje. Prawdopodobnie to jest taki jego mechanizm obronny, wynikający z jego niepełnosprawności. Kiedy ktoś próbuje mu coś powiedzieć, czy na niego krzyknie, to jego obroną jest krzyk.

J.P.: Jakie macie możliwości działania w takim przypadku i czy w tej sprawie podjęliście już jakieś kroki?
S.M.: Naszą kompetencją jako ośrodka pomocy społecznej jest kontakt z rodziną, który w tym przypadku jest bardzo utrudniony. Rodzina nie ma kontroli nad Panem Marcinem. W związku z tym oraz w trosce o jego bezpieczeństwo i bezpieczeństwo innych wystąpiliśmy o jego umieszczenie w placówce, która zapewni mu całodobową opiekę. To trwa już od kilku miesięcy. Sprawy przed Sądem Rodzinnym trochę trwają. Szczególnie że wnioskowaliśmy o umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej bez zgody zainteresowanego. W takim przypadku Sąd z urzędu wyznacza obrońcę, który stara się temu zapobiec – taka jego praca. Były już rozprawy sądowe w tej kwestii, orzeczenia biegłych i czekamy w tej sprawie na ostateczną decyzję Sądu. Kolejna rozprawa odbędzie się 29 czerwca. Mam nadzieję, że sąd przychyli się do naszego wniosku.

J.P.: Czy chciałby Pan coś przekazać naszym czytelnikom?
S.M.: W internecie, na portalach społecznościowych to Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej jest obwiniany o całą sytuację, że tak długo to trwa. Natomiast nikt nie bierze pod uwagę tego, że my też mamy ograniczone możliwości działania. W momencie, kiedy nasze interwencje u rodziny, czy bezpośrednio z Panem Marcinem nie dawały skutku, to w naszej kompetencji leżało jedynie oddanie sprawy do Sądu Rodzinnego, który ma rozstrzygnąć, czy rzeczywiście ta osoba wymaga całodobowej opieki.

Czy MOPS zrobił, co trzeba? Dla mnie umieszczenie człowieka w DPS bez jego zgody nie powinno być czystą formalnością i powinno mieć miejsce, dopiero kiedy łagodniejsze środki zawiodą. Tak też się stało w tym przypadku. Z informacji udzielonych przez brzeską Policję wiemy, że liczba kradzieży rowerów w Brzegu na przestrzeni ostatniego roku nie wzrosła. Oczywiście mówimy tylko o oficjalnie zgłoszonych kradzieżach, bo:

tylko w jednym przypadku kradzież roweru przez tego mężczyznę została zgłoszona na Policję. Jednak problem nie w ilości zgłoszeń. Nie chodzi o to, żeby go ukarać, czy żeby założyć mu jak największą liczbę spraw. Chodzi o to, żeby on tego nie robił. Uruchomienie procedur pomocowych może przynieść w tej sprawie więcej korzyści niż środki karne – powiedziała Patrycja Kaszuba, Oficer Prasowy KPP w Brzegu.

A co dzieje się z rowerami, które już się Marcinowi znudziły? Zazwyczaj je porzuca, choć podobno zdarzały się przypadki, że odstawia rower na miejsce. Czasem rowery wracają do właścicieli dzięki wspomnianym wcześniej internetowym grupom wsparcia. Czasem zabezpiecza je Policja i przekazuje właścicielom lub do Biura Rzeczy Znalezionych znajdującego się przy Starostwie Powiatowym w Brzegu. Teza jakoby Marcinek opanował sztukę pokonywania zabezpieczeń (przecinania linek), nie została udowodniona – nie ma zdjęcia ani filmu dokumentującego ten fakt. Choć pod jednym z artykułów spotkałem komentarz Marzeny: „… przecina, byłam świadkiem, zwróciłam uwagę i zostałam wyzwana. Wiem, że jest chory, ale pomoc jemu się należy. Nigdy nie komentuję ani nie odnoszę się do „ciekawych artykułów”, ale naprawdę ktoś nie wytrzyma i będzie materiał na kolejny ciekawy artykuł”.

To ostatnie zdanie Marzeny jest bardzo wymowne. Czy Sąd przychyli się do wniosku MOPSu, być może dowiemy się o tym już 29 czerwca. Mam nadzieję, że w trosce o bezpieczeństwo, w tym o bezpieczeństwo Marcina, Sąd podejmie właściwą decyzję. Tymczasem nie zostawiajcie rowerów niezabezpieczonych. Zawsze to jakieś utrudnienie dla potencjalnego złodzieja. Pamiętajmy, że wokół nas żyją też zwykli złodzieje, którym ta sytuacja jest bardzo na rękę. Oni na pewno roweru nie oddadzą ani nie porzucą. Przeciwnie, taki porzucony rower jest dla nich łatwym łupem. Bez trudu też pokonują zabezpieczenia. Nie każda kradzież roweru w naszym mieście jest przecież dziełem Marcina.

Janusz Pasieczny

One thought on “O Marcinie i zaginionych rowerach

  1. Marcin to osoba bardzo samotna, chora winić za to co robi to tylko osoby które są odpowiedzialne za chłopaka co do TVP 3 to póki nie zmieni się ,,dyktatura” zdania nie zmienię a skoro potrafili zaczepiać mieszkańców i pytać o zaistniałą sytuację powinni też podjechać do domu Marcina i porozmawiać, zadać pytania wtedy byłoby bardziej wiarygodne…a tak to zrobili sobie pod publikę nagonkę na chorego, bezbronnego człowieka …WSTYD

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *