Kanalizacja to nie kosz na śmieci

Służby Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Brzegu mogłyby pokazać wiele zdjęć z awarii kanalizacji i tego, co wydobywają z jej wnętrza, ale dla wrażliwych czytelników byłby to widok zbyt obrzydliwy. Rozlewająca się gruba warstwa tłuszczu spożywczego, truchła ryb i inne paskudztwa łączy jeden wspólny element – te rzeczy wcale nie powinny się znaleźć w kanalizacji i to właśnie one powodują awarię. Zasadniczo zatory kanalizacji i awarie przepompowni ścieków w zdecydowanej większości występują nie z powodu technicznych usterek systemu odbierającego ścieki, a właśnie z powodu niewłaściwego użytkowania.

Nie ma co się oszukiwać, że kanalizacja zatyka się sama i zator jest „naturalnym” efektem zwykłego korzystania z sanitariatów. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że prawo określa dokładnie, co można wpuszczać do zlewu czy muszli klozetowej, a za niewłaściwe użytkowanie grożą kary. Nie mamy w zwyczaju czytać umów i załączników do nich, a sprawę umowy na sprzedaż ścieków sprowadzamy do podpisania i płacenia. Na tym kończą się nasze zobowiązania. O resztę niech martwi się spółka komunalna. Niestety to tak nie działa i zwykła wyobraźnia już może wystarczyć, by zorientować się, że trzeba uważać, co wrzuca się do kanalizacji, bo część rzeczy może po prostu w niej utknąć.

O ile kwestia wyobraźni co niektórych członków lokalnej społeczności pozostawia wiele do życzenia, to kreatywności na pewno nie można im odmówić. Z najbardziej nietypowych zjawisk, z jakimi spotkali się pracownicy brzeskiej spółki wodociągowej, czołową pozycję w skali absurdu zajęły eksponaty znajdowane w trakcie awarii przepompowni – damskie rajtuzy, czy innym razem majtki… Wiadomo, że czynność wypróżniania wymusza zdjęcie dolnej części garderoby, jednak fakt dostawania się jej do kanalizacji nie mieści się w głowie. Trudno wyobrazić sobie jak odzież mogła przedostać się przez instalację wewnętrzną budynku, nie powodując jej zatkania.

Innym razem okazało się, że przyczyną zatoru był ręczniczek… Tu także frapuje, jak mogły wyglądać ostatnie chwile tego kawałka materiału, zanim trafił do rury…

Takich zagadek jest więcej. Przymykając oczy na gruz, pierze czy obierki ziemniaków, których ktoś pozbywał się poprzez muszlę klozetową, nie możemy znaleźć odpowiedzi, skąd wziął się w rurach słoik. Naczynie wcale nie było małe, podczas gdy średnica kanału na przyłączu ma zazwyczaj 16 cm. W brzeskich „wodociągach” do rangi legendy urosło znalezisko z dawnych lat, kiedy to czyszczono rurociąg w ulicy i wyciągnięto z niego… plandekę żuka. Ale to było, minęło – teraz ludzie są mądrzejsi…?!

Na koniec apel do mieszkańców korzystających z kanalizacji: Kanalizacja nie „przełknie” wszystkiego, co do niej wrzucamy. Koniecznie zapoznajcie się z informacją załączaną do umowy. Odrobina rozsądku i chwila zastanowienia nie zaszkodzi. Niektóre substancje rozpuszczają się w wodzie inne nie. To, że jakimś cudem coś jest w stanie przejść przez instalację wewnętrzną, nie oznacza, iż nie utknie kawałek dalej i nie spowoduje powstania zatoru na sieci. Popularne ostatnio chusteczki nasączane czy papierowe ręczniki bardzo często nie są rozpuszczalne w wodzie. W większej ilości potrafią zatkać rurociąg. W efekcie skutki tego może ponieść nie tylko winowajca, ale i jego sąsiedzi.

Drobni przedsiębiorcy też muszą zdawać sobie sprawę, że ich ścieki to często już ścieki przemysłowe, a nie zwykłe ścieki bytowe. Jeżeli mają trafiać do kanalizacji, to trzeba je podczyścić – wskazane są osadniki czy separatory tłuszczu po stronie użytkownika.

W przypadku gdy wezwane na awarię służby PWiK zauważą, że za zdarzenie odpowiada użytkownik, który używa kanalizacji niezgodnie z przeznaczeniem, Przedsiębiorstwo może obciążyć winnego kosztami interwencji.

PWiK Brzeg

2 thoughts on “Kanalizacja to nie kosz na śmieci

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *