Przerażające chwile przeżyła dzisiaj właścicielka jednego ze sklepów przy ul. Mickiewicza w Brzegu. Jej relacja przypomina sceny z dreszczowca, ale sytuacja miała miejsce naprawdę.
Dzisiaj do mojego sklepu wtargnął mężczyzna pochodzenia romskiego, ubrany cały na czarno, w rękawiczkach i czapce. Zamknął za sobą drzwi i zaczął mówić, że szuka go wrocławska policja i że… ma wizje i diabeł kazał mu zabijać ludzi. Ponadto mówił, że musi dostać pieniądze, bo nie ma co jeść.
Byłam przestraszona i wyciągnęłam banknot, który natychmiast złapał, ale w dziwny sposób, bo… ustami!
Zadzwoniłam do dziewczyn, które mają obok swoją firmę. Gdy przyszły i stanęły w drzwiach, mężczyzna wstał i wyszedł.
Zamknęłam drzwi od środka i zadzwoniłam na 112, mówiąc, że boję się o swoje bezpieczeństwo, bo ten mężczyzna był bardzo pobudzony, sprawiał wrażenie niepoczytalnego i czułam od niego zapach alkoholu.
Ten człowiek, po opuszczeniu mojego sklepu, ruszył w stronę miasta, a tam są przecież przedszkola, żłobki, sklepy. Nie wiadomo przecież, do czego taka osoba jest zdolna – mówi właścicielka sklepu.
Po godzinie 12:00 dyżurny brzeskiej komendy otrzymał zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie na ul. Mickiewicza w Brzegu. Policjanci niezwłocznie udali się we wskazane miejsce. Został on zatrzymany około godziny 13:00 w Rynku. Znajdował się w stanie silnego upojenia alkoholowego. Funkcjonariusze zatrzymali go i doprowadzony do wytrzeźwienia. Tożsamość mężczyzny pochodzenia romskiego zostanie ustalona po jego wytrzeźwieniu – mówi asp. Grzegorz Skorupski z KPP w Brzegu.
Przeczytaj też: Stal za burtą wojewódzkiego Pucharu Polski. Zadecydowała dogrywka
